Słowo na niedzielę – I. niedziela Adwentu 29.11.2020 r.

I NIEDZIELA ADWENTU
29.11.2020
Mk 13, 33-37

Rozpoczynamy nowy rok liturgiczny, nowy początek. Coś jest za nami, a coś przed nami. Pierwsze „coś” już jest nam znane, ale nie mamy na nie wpływu, drugie „coś” natomiast, choć nie znane, to leży poniekąd w naszej władzy, władzy naszych DECYZJI. Stąd ważne jest wejść w TEN ADWENT z taką predyspozycją serca – choć NIEZNANE, to jednak ZADANE, by na nowo rozpocząć ten nowy CZAS naszego życia.
Pierwsza tajemnica adwentu kryje się w WIEŃCU ADWENTOWYM, który ma kształt OKRĘGU. Dlaczego? Bo jest to symbol POWTARZALNOŚCI. Czas, który ciągle zatacza koło, powtarza się. Stąd mamy początek i koniec roku liturgicznego czy kalendarzowego, i to co roku! Ważne jest zobaczyć ten wymiar czasu, że on się powtarza, że ciągłe zatacza koło. A nasze życie jest wpisane w tę dynamikę czasu. Dlaczego to jest ważne?
Ewangelista Marek zapisuje: „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy CZAS ten nadejdzie”. Ważne jest tutaj słówko: CZAS. W języku greckim znajduje się tam słowo: καιρός – KAIROS. Kairos był greckim bożkiem szczęśliwego zbiegu okoliczności, szczęśliwego momentu lub wręcz odwrotnie: NIEWYKORZYSTANEJ SZANSY. Dlatego Kairos był przedstawiany jako łysy, oprócz długiej grzywki. Ten, kogo mijał, miał jedynie krótką chwilę, mgnienie, by go uchwycić za tę grzywkę, a wraz z nim swoją szczęśliwą szansę. Kiedy Kairos minął, nikt już nie mógł go złapać.
Takie jest przyjście miłości, uśmiechu, relacji, uczucia, spotkania z drugim… Ile razy UCIEKŁ WAM taki KAIROS? Mnie często! Ile tych niewykorzystanych momentów, sytuacji, chwil, kiedy mogłem bardziej się postarać, więcej z siebie dać, mocniej ukochać, bardziej się zaangażować? A tu czmych i koniec! Ile prac, które mogłem wykonać gorliwiej? Ile spowiedzi, które mogłyby być bardziej szczere? Ile myśli, których mogłoby zwyczajnie nie być? Ile godzin, które mogły być spożytkowane lepiej, owocniej, sumienniej… KAIROS minął! Okazja do okazania dobra minęła. Moment na spotkanie stracony… Macie w swoim życiu takie chwile? JA MAM! Niestety… Kairos mi minął. Chwila odeszła. A to co pozostało, to dziwny niesmak, gorycz, wyrzut sumienia.
Ale Bogu dzięki za CZAS, który jest jak ADWENTOWY WIENIEC, tzn. POWTARZA SIĘ, zatacza KOŁO. Bo dzięki temu mamy nadzieję, że ten KAIROS znowu BĘDZIE PRZEBIEGAŁ, koło nas! Mamy szansę jeszcze go uchwycić! Jeszcze go złapać. Jeszcze raz okazać serce! Mam kolejną szansę, by się nawrócić, by bardziej ukochać, by się zmienić, by doświadczyć nadziei, MAM TĘ SZANSĘ!
Takie patrzenie bierze się z naszej WIARY, dzięki temu, że PAN PRZYCHODZI – ADNEVTUS! Słowo ADWENT zawiera w sobie dwa słowa łacińskie: AD – „do” oraz VENIRE – „przychodzić”. Adwent jest czasem OCZEKIWANIA na przyjście Pana, tak w PARUZJI, jak i w BOŻE NARODZENIE. To są dwie części adwentu. Ale oprócz czasu oczekiwania, ADWENT jest JUŻ czasem PRZYCHODZENIA PANA DO!!! Przychodzenia do mnie, do mojego życia! Pan przychodzi do… do mnie w Eucharystii, w roratach, w rekolekcjach adwentowych, w spowiedzi przedświątecznej, we wspólnie przeżywanych świętach! Bo nade wszystko to jest ten PIERWSZY KAIROS, przyjście BOGA! Kairos, który ma wymiar mojej wiary i mojego czuwania, na objawienie się Pana w moim życiu. To jest CZAS, kiedy uświadamiam sobie NA NOWO, PAN PRZYCHODZI TERAZ! A więc chcę CZUWAĆ GORLIWIEJ, MODLIĆ SIĘ WIĘCEJ, SŁUCHAĆ UWAŻNIEJ.
Dlaczego? Bo mam już w swoim życiu wiele KAIROSÓW, które mi uciekły, które straciłem, które zmarnowałem przez swój grzech! A więc teraz chcę NA NOWO, jak nowy jest rok liturgiczny, jak na nowo chcę przygotować się do Świąt Bożego Narodzenia, chcę na nowo CZUWAĆ, by złapać TEN MOMENT, kiedy Pan przychodzi, by zaprosić Go do mojego życia, by wykorzystać CZAS dany mi jeszcze raz od BOGA.

Rozważania: Ks. Karol Kowalik

Materiały do formacji „Bierzcie i jedzcie”

Konferencja wstępna: medytacja i kontemplacja

Konferencja wstępna: ignacjański rachunek sumienia i zarys treści

Medytacja 1 „Jezus zaprasza” na 29.11.2020 r.

Medytacja 2 „Pragnienia” na 30.11.2020 r.

Medytacja 3 „Wspólnota” na 01.12.2020 r.

Medytacja 4 „Akt pokutny” na 03.12.2020 r.

Medytacja 5 „Chwała na wysokości Bogu” na 04.12.2020 r.

Medytacja 6 „Liturgia Słowa Bożego” na 05.12.2020 r.

Materiały dla Seminarzystów na X tydzień

Materiały na X tydzień „Z Maryją w Duchu Świętym.”
Konferencja wprowadzająca

Dzień 1.
Łk 1, 26-38

Dzień 2.
Łk 2, 41-50

Dzień 3.
Łk 2, 51-52

Dzień 4.
J 2, 1-12

Dzień 5.
Mk 3, 31-35

Dzień 6.
J 19, 26-27

Dzień 7.
Dz 1, 14 i Dz 2, 1-4

Konferencja zamykająca Seminarium

Słowo na niedzielę 22.11.2020 r. – Mt 25, 31-46

XXXIV Niedziela
Chrystusa Króla Wszechświata
Mt 25, 31-46

Chrystus Król, Chrystus Pan. Jezus jest Królem WSZECHŚWIATA, ale pierwsze pytanie jest takie: Czy Jezus jest MOIM KRÓLEM? We wszechświecie może On królować, ale czy może królować we mnie? Czy pozwolę na działanie Jezusowej mocy w moim życiu, w mojej codzienności? Jaką WŁADZĘ posiada Chrystus Król?
Ewangelia o Sądzie Ostatecznym jest bardzo królewska: „Syn Człowieczy przyjdzie w swej CHWALE, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim TRONIE pełnym chwały (…). Wtedy odezwie się KRÓL (…), weźcie w posiadanie KRÓLESTWO”. Ta Ewangelia ukazuje, że Jezus jest Królem, więc jak Jezus widzi swoją władzę? Na czym ona polega? I tutaj mierzymy się z pewnym paradoksem. Jezus mówi:
„Byłem GŁODNY… byłem SPRAGNIONY… byłem PRZYBYSZEM… byłem NAGI… byłem CHORY… byłem w WIĘZIENIU…”. Czy tak wyobrażamy sobie władzę króla? Czy król może być głody? Przecież stół królewski ugina się od wykwintnychdań! Czy król może być spragniony? Przecież pija najwyborniejsze wina! Czy król może nie mieć odzienia? Przecież ma szaty królewskie! Król ma prywatnego lekarza! Król ma niewolników, a nie siedzi w niewoli, wtedy nie jest już królem!
Co chce pokazać Jezus? Jakie jest Jego królowanie? Jego królowanie ma się nijak z władzą ludzką! Bo żeby UJRZEĆ Boga, trzeba ZAMKNĄĆ oczy! Tak! Brzmi to paradoksalnie, ale tak jest! Żeby doświadczyć JEGO MOCY, potrzeba zmierzyć się ze swoją BEZSILNOŚCIĄ. Bo WOLNOŚCI BOŻEJ może doświadczyć tylko ktoś, kto przyjmie OGRANICZONOŚĆ swojego ŻYCIA. Żeby ŻYĆ, trzeba UMRZEĆ.
I na tym polega WŁADZA KRÓLEWSKA Jezusa. Jest pełna paradoksów, sprzeczności i zaskoczenia. Być głodnym, to być bezsilnym. Może ja dziś doświadczam takiej bezsilności – moralnej, duchowej, umysłowej, fizycznej? Być spragnionym, to mieć poczucie USYCHANIA, doświadczania, że moje życie przestaje mieć sens. Być przybyszem, to nie mieć zabezpieczeń, może czuć lęk, obcość. Nagość oznacza brak daru do ofiarowania innym, poczucie pustki, brak poczucia wartości. Choroba, to doświadczenie rozsypania, wymykania się spraw spod kontroli. A być w więzieniu, to doświadczyć jakiegoś zniewolenia, nałogu, grzechu, słabości… Czy w takich momentach, ktoś może powiedzieć: JESTEM KRÓLEM?! Czy to są sytuacje, w których mamy poczucie WŁADZY? Czy wręcz przeciwnie właśnie wtedy doświadczamy swojej nicości, marności i pustki?
Ale to właśnie tutaj objawia się władza Jezusa! On chce dzielić się z nami TĄ WŁADZĄ, którą otrzymaliśmy na chrzcie świętym – WŁADZĄ KRÓLEWSKĄ, która najpełniej objawia się w tym, że umiem POKONAĆ każdą SŁABOŚĆ we mnie, umiem POKONAĆ GRZECH!
To w KONFESJONALE objawia się pełnia władzy – kiedy odrzucam grzech od siebie, choć wielu z nas patrzy na konfesjonał, jak na stratę godności. To w PRZEBACZENIU objawia się siła, kiedy zło dobrem zwyciężam. POKORA ma w sobie moc,kiedy nie muszę zawsze stawiać na swoim! To CIERPLIWOŚĆ pokonuje wszelkie siły i pociski złego, że nikt, ani nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.
Ta władza Jezusa najpełniej objawia się na KRZYŻU! On tam był głodny, spragniony – z krzyża wołał: „Pragnę” (J 19, 28), był przybyszem, bo umiera w Jerozolimie, a pochodził z Galilei, był nagi, bo zdarli z Niego szaty – o tym mówi stacja X drogi krzyżowej, był chory, bo zmasakrowano Jego ciało, doświadczył więzienia, umierając jako zbrodniarz. I właśnie w KRZYŻU objawia się moc Chrystusa – On kocha pomimo!!! Z wszystkiego mogą Go obedrzeć, wszystko zabrać, ale nie odbiorą Mu miłości w sercu, władzy królewskiej, by kochać, przebaczać, być pokornym, cierpliwym.
Kardynał Stefan Wyszyński, kiedy był w Stoczku, w Wigilię Bożego Narodzenia oczekiwał na list od swojego Ojca. Kiedy Służby Bezpieczeństwa przyniosły Mu długo wyczekiwaną paczkę, wcześniej przez nich przejrzaną, nie znalazł w niej listu! W jego sercu się zagotowało… możemy tylko domyślać się, czego wówczas doświadczył Kardynał. Ale najbardziej przejmująca jest jego notatka pod datą 24.12.1953, która najpełniej wyraża po ludzku przeżywaną władzę Chrystusa Króla: „Listu od Ojca na święta nie otrzymałem, choć trudno mi to sobie wyobrazić, by paczka była wręczona bez listu. Ale chęć okazania mi swej przewagi WYBACZAM moim oprawcom. NIE ZMUSZĄ MNIE NICZYM DO TEGO, BYM ICH NIENAWIDZIŁ”.
Kardynał Wyszyński tymi słowami najpełniej pokazuje moc Bożego działania w Jego życiu. Takie słowa biorą się tylko Z ŁASKI! Takie słowa KRÓLEWSKIEJ WOLNOŚCI biorą się z tego, że kilka dni wcześniej oddał się pod NIEWOLĘ Najświętszej Maryi Panny! Jako NIEWOLNIK okazuje się KRÓLEM. I my, ludzie słabi i grzeszni, możemy doświadczyć tej Bożej mocy w nas, gdy poddajemy się działaniu Chrystusa Króla, Króla Wszechświata…. Króla NASZEGO ŻYCIA.

Rozważania Ks. Karola Kowalika

Materiały dla Seminarzystów na IX tydzień

Materiały na IX tydzień „Chodzić za Jezusem w Duchu Świętym. Rozeznawanie.”
Konferencja wprowadzająca

Dzień 1.
J 12,26

Dzień 2.
Dz 15, 7-11

Dzień 3.
Dz 16, 6-10

Dzień 4.
Dz 17, 22-34

Dzień 5.
Dz 19, 1-7

Dzień 6.
Dz 20, 7-12

Dzień 7.
Dz 20, 27-38

Słowo na niedzielę 15.11.2020 r. – Mt 25, 14-30

XXXIII Niedziela Zwykła
15.11.2020 r.
Mt 25, 14-30

W chrześcijaństwie nie chodzi tylko o to, aby nie grzeszyć: Uff! Udało się, w tym miesiącu, żadne przykazanie nie złamane! Jest nieźle.. Nieważne, że i żadne dobro nie zostało dokonane… W chrześcijaństwie chodzi przede wszystkim o to, aby KOCHAĆ, a miłość najpełniej wyraża się w czynach. A każdy czyn ludzki zakłada w sobie, że jest naznaczony słabością, może pomyłką, jakimś niepowodzeniem…
Ewangelia o talentach danych sługom, ukazuje tę prawdę. Gospodarz gani postawę trzeciego sługi, który otrzymując jeden talent, nie pomnożył jego wartości, tylko zakopał, a następnie oddał go swojemu panu: „Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność”. Dostać Boży dar i go zachować nieskalanym, nie jest zamysłem Boga. Nie stracić tego daru, a go zatrzymać, to także nie zamysł Stwórcy. Bóg chce, abyśmy inwestowali, rozwijali się, pomnażali to, czym On nas obdarzył, byśmy dzielili się miłością.
Dwaj słudzy oddali pieniądze „w obieg” i zyskali podwojoną sumę. Prawda jaka kryje się za tym działaniem jest następująca: ABY ZYSKAĆ, TRZEBA STRACIĆ! Oczywiście kolejny raz dotykamy fundamentalnego paradoksu chrześcijaństwa! Ale taka jest prawda… Aby zyskać, musimy stracić. Ci słudzy musieli oddać pieniądze, które otrzymali, tzn. musieli je stracić, nie zostawiać ich dla siebie. Inwestycja zawsze wiąże się z ryzykiem, ale gospodarz nie gani swoich pracowników, że zaryzykowali, ale gani tego, który ryzyka nie podjął.
Tę samą logikę zauważamy w naszym życiu. Byśmy się rozwijali, musimy wiele stracić. W książce o. Pirożyńskiego CScR „Kształcenie charakteru”, czytamy: „Życie (…)człowieka jest niemożliwe bez NIEUSTANNYCH WYRZECZEŃ. Ileż cierpień ponosi matka, dając życie dziecku. Jak ciężko musi pracować ojciec na utrzymanie rodziny. Jak się mozoli dziecko w szkole, zanim zdobędzie potrzebną widzę. Ile potu przelewa rolnik, zanim ziarno z pola zbierze. Jakże ciężka i niebezpieczna jest praca górnika pod ziemią. Ile nocy nieprzespanych spędza uczony, który męczy się nad rozwiązaniem trudnego problemu. Takie jest PRAWO ŻYCIA: aby coś nowego zdobyć, trzeba się wyrzec czegoś starego… Aby przejść na drugie miejsce, trzeba opuścić pierwsze… Aby postawić nogę o krok dalej, trzeba ją oderwać od miejsca, na którym teraz stoi… Aby osiągnąć następny moment, trzeba się pożegnać ze starym…”.
Oczywiście w naszym wygodnym życiu o ASCEZĘ jest trudno, ale ona zakłada ROZWÓJ! Ciekawe jest częste ludzkie myślenie, że STRATA powoduje w nas brak! A jednak nie! To świat myśli, że tracimy, ale my – ludzie wiary – wiemy, że z każdą stratą, tylko zyskujemy. Nie stracę nigdy, jak poświęcę czas na modlitwę. Nie stracę nigdy, gdy oddam swoje życie Jezusowi. Nie tracę w małżeństwie, kapłaństwie. Nie tracę idąc do spowiedzi. Nie tracę dzieląc się jałmużną. Jednak za każdym razem dokonuje się we mnie WYBÓR, który z jednego rezygnuje, aby drugiemu dać przestrzeń w moim życiu.
W 1950 r. Kardynał Wyszyński podpisał porozumienie między Kościołem a Państwem Ludowym, które miało gwarantować pewną wolność działalności kościelnej na ziemiach Polskich. Niestety to posunięcie było przez wielu źle odebrane, pośród nich był także papież Pius XII. Widziano w tym działaniu błąd Kardynała, może jego chęć w kolaborowaniu z Komunistami… Czy dziś możemy powiedzieć, że Stefan Wyszyński doprowadził do rozpadu Kościoła? Czy chciał zniszczyć jego strukturę? Oczywiście, że NIE! Nieraz na pierwszy rzut oka wydaje nam się, że działanie Kościoła, albo ludzi Kościoła nie jest właściwe, jednak po czasie okazuje się, że były to decyzje czy słowa zbawienne.
Jezus nie boi się inwestować, ryzykować, a nawet tracić. Chrystus nie boi się kochać! Kiedy wisiał na krzyżu, wielu z Niego kpiło, lżyło, ubliżało Mu! A jednak wiemy, że On właśnie w tym momencie najpełniej królował, objawiał swoją władzę. Kiedy zbliżamy się do Adwentu, czyli czasu który uświadamia nam nasze oczekiwanie na przyjście Pana w paruzji, na końcu czasów, ale także uświadamia nam naszą śmierć, ku której wszyscy z każdym dniem się zbliżamy, dobrze jest usłyszeć tę Ewangelię, która przeczy ludzkiemu myśleniu o śmierci: To już jest koniec! Wszystko przeminęło. Tak szybko odszedł… Bo według świata śmierć, to koniec wszystkiego, a według Chrystusa, jest ona początkiem, jak zapisuje św. Paweł: „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk” (Flp 1, 21).
Dziś Bóg zaprasza nas do inwestycji. Choć trzeba zaryzykować i może coś stracić, jednak nagroda nasza przewyższa wszystko: „Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8, 18).

Rozważania Ks. Karola Kowalika

Materiały dla Seminarzystów na VIII tydzień

Materiały na VIII tydzień „Obdarowanie w Duchu Świętym”
Konferencja wprowadzająca

Dzień 1.
Iz 11, 1-2

Dzień 2.
Łk 3, 15-22

Dzień 3.
Dz 2, 1-13

Dzień 4.
Dz 10 (cały rozdział)

Dzień 5.
J 14, 25-27 i J, 15, 12-17

Dzień 6.
1Kor 1, 1-11

Dzień 7.
1Kor 13, 1-13

Słowo na niedzielę 08.11.2020 r. – Mt 25, 1-13

XXXII Niedziela Zwykła
8.11.2020 r.
Mt 25, 1-13

Kluczem Ewangelii o pannach roztropnych i nierozsądnych jest słowo „CZUWANIE”: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”. Ta Jezusowa przypowieść jest wpisana w szerszy kontekst przypowieści o czuwaniu: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (24, 42). Na czym polega czuwanie? Jaki aspekt czuwania odsłania nam ta przypowieść Jezusa?
Słowo CZUWAĆ pochodzi od czasownika CZUĆ, czyli rozróżniać zapach, wyłapywać zapach. Jezus mówi, by człowiek czuwał, bo Bóg przyjdzie, to znaczy mamy WYCZUĆ PRZYJŚCIE BOGA. Jaki błąd popełniły ewangeliczne panny nierozsądne?
Ich błąd, grzech polegał na tym, że to ONE CHCIAŁY WYZNACZYĆ CZAS PRZYJŚCIA pana młodego. To one chciały decydować, KIEDY dokona się spotkanie. To jest bardzo ważny aspekt życia duchowego człowieka. Jak bardzo często taka postawa jest bliska nam? To ja chcę zdecydować KIEDY, GDZIE, W JAKI SPOSÓB dokona się spotkanie z Panem. To ja chcę decydować o czasie przyjścia Boga, a nie otwieram się na czas, który wyznacza Pan.
I dlatego CZUCIE jest tutaj ważne! Wyczuć Boga tam, gdzie On jest! A nie tam, gdzie ja chciałbym, żeby był, albo mi się wydaje, że jest.
To jest bardzo trudne, a jednak FUNDAMENTALNE w przeżywaniu ADWENTU, ku któremu zmierzamy oraz całego naszego CHRZEŚCIJAŃSKIEGO ŻYCIA. Czuć Boga tam, gdzie On przychodzi i kiedy On przychodzi.
Ostatnio wyczekiwałem ponownego wyniku po teście na COVID. Bardzo się bałem, że drugi raz wyjdzie wynik pozytywny… wtedy wziąłem różaniec i rozważałem fragment Ewangelii Mateusza o doczesnych troskach (6, 25-34). I przyszła mi taka myśl: Karol, wydarzeń, sytuacji, historii nie zmienisz! Ale MOŻESZ ZMIENIĆ SIEBIE w tej sytuacji, w której się znajdziesz! I choć nadal z wielkim stresem, jednak próbowałem modlić się tymi myślami, czekającna wyniki. Okazało się, Bogu dzięki, że wynik negatywny, ale ta myśl mi pozostała! Sytuacji nie zmienisz, ale możesz zmienić siebie w niej!
Czy to nie przypomina właśnie tej sytuacji? Wyczuj Boga tam, gdzie jest? Ja się bałem wyczuć Boga w dalszej kwarantannie… ale jak wspomnę na te ostatnie dwa tygodnie, to przyznam, że to był piękny czas dla mnie. Miałem czas na modlitwę, odpoczynek, naukę. Mogłem ze spokojem, w swoim tempie, z czasem na adorację czy medytację Słowa, odprawiać Mszę. Kiedy starałem się WYCZUĆ Boga w tej chwili, to okazywało się, że czas był bardzo owocny. Kiedy natomiast zacząłem wpatrywać się w siebie, w swoje pragnienia, plany, marzenia, domysły… wtedy pojawiał się niepokój, lęk, obawa..
Czuwajcie, czujcie mnie tam, gdzie Jestem! Nie jest problemem SŁABOŚĆ! Wszystkie panny posnęły: „Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły”. Problemem jest to, że były takie, które nie zakładały, że on się spóźni: „Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły oliwy”. Apostołowie też w Ogrójcu posnęli: „Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących” (Mt 26, 40), ale nie to było największym problemem! Najważniejsze było to, iż NIE WYCZULI, że BOGA mogą spotkać NA GOLGOCIE: „Co się stało z Jezusem Nazarejczykiem (…), jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24, 19-21).
To czucie jest oczywiście dalekie od szukania wielkich poruszeń na modlitwie, emocji, wrażeń. Wręcz przeciwnie, otwiera nas na te miejsca obecności Boga, gdzie po ludzku wydaje się nam, że Go nie ma. Mało mamy takich sytuacji w naszym życiu? W naszych czasach? Ciągłe spory, afery, niejasne sytuacje, zawody… Może właśnie dziś to wołanie Jezusa: CZUWAJCIE jest nam tak bardzo potrzebne, bo czuwać, znaczy czuć, ale NIE ZNACZY JEŚĆ. Czuję zapach ulubionej potrawy! Wiem, że gdzieś się gotuje, wzrasta mój apetyt, ale jeszcze nie jestem przy stole i nie spożywam tego pokarmu. Oto istota postawy człowieka czuwającego na spotkanie Pana.
To jest wezwanie Jezusa dla nas dzisiaj! Wyczuj mnie! Poczuj, gdzie jestem! A JESTEM tam, GDZIE jesteś TY! Wyczuj mnie, moją obecność, tam, gdzie Jestem! A jestem z Tobą. I może to jest najtrudniejsze w czuwaniu, zobaczyć, że BÓG JEST w MOIM ŻYCIU! W tym moim życiu – szarym, mozolnym, codziennym, zalęknionym, grzesznym, zakrzyczanym, zafałszowanym, może schorowanym… Bóg JEST w naszej codzienności! On TAM JEST, tylko potrzebujemy WYCZUĆ Jego obecność. Przecież jak tracimy zapach – ja straciłem zapach na kilka dni, podczas choroby – to nie oznacza, że jedzenie przestało pachnieć czy coś przestało śmierdzieć! Znaczy to, że ja NIE CZUJĘ! To ja Boga nie widzę… Znany przykład: Słońce świeci, choć za chmurami.
Chcieć wyczuć Boga tam, gdzie On jest! To jest dzisiejszy aspekt czuwania, jaki ukazuje Jezus. Niby oczywisty! A jednak jak bardzo trudny… „Lecz Bogu niech będą dzięki za to, że pozwala nam zawsze zwyciężać w Chrystusie i roznosić po wszystkich miejscach WOŃ JEGO POZNANIA” (2 Kor 2, 14). Jak Go rozpoznam, to zaczynam czuć, a jak czuję, to i roznoszę Jego woń. I w tym Słowie realizuje się wezwanie kard. Krajewskiego zawarte w tytule książki: „Zapach Boga”, abyśmy roznosili woń Boga w naszym życiu, by człowiek po spotkaniu z nami mógł powiedzieć: „Poczułem dziś Boga”, w tym spotkaniu, w tej rozmowie. W moim życiu odczułem dziś spotkanie z Bogiem! Czuwajmy więc… i nieśmy to czucie innym.

Rozważania Ks. Karola Kowalika

PS. W naszym parafialnym kościele, z uwagi na Święto rocznicy poświęcenia Bazyliki Laterańskiej, dziś jest odpust – zatem są też inne czytania (z jutrzejszego dnia): J 2,13-22